W czerwcu 2025 ukazał się Twój nowy tomik poezji Analemma. Co możesz powiedzieć o swoim dotychczasowym dorobku książkowym?
— Mam za sobą 30 lat twórczości publikowanej w książkach. Analema to już mój 13 tomik poezji. Poza tym były 2 książki zawierające twórczość moją opublikowaną wspólnie z drugim autorem. Nie wiem ile było tomików z moimi wierszami w zbiorach zawierających wiersze większej liczby twórców.
Poprzedni tomik, Światła mijania ukazał się w 2020 roku, w marcu, tuż przed pandemią. Obecny, wydany po pięciu latach zawiera wybór wierszy z okresu 2020– 2024, koncepcyjnie jest do Świateł mijania podobny. Wydawcą obu jest Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, której jestem członkiem.
Jakie utwory wybrałaś do nowej książki?
— Wybierając wiersze oczywiście umieściłam w tomiku te, które spotkały się z uznaniem jury dwóch największych konkursów literackich dla lekarzy, odbywających się corocznie – na wiosnę (konkurs „Przychodzi wena do lekarza” w Krakowie) i jesienią (konkurs „Puls słowa” w Warszawie). W 2024 roku zdobyłam II miejsce w Krakowie, a w Warszawie w 2020 i 2024 dwukrotnie dostałam wyróżnienie.
Wiersze ułożone są w tomiku w specyficzny sposób...
— Tak, tomik zaczyna się od kilku utworów mówiących o znaczeniu rzeczy, przedmiotów, starych domów – jak choćby wiersz o ponadstuletniej kamienicy, która przygląda się historii Łodzi. Stare przedmioty, odziane w patynę czasu i wspomnień, stają się cichymi nośnikami historii, niewerbalnymi opowiadaczami ludzkich doświadczeń. Czasem wystarczy na te stare przedmioty spojrzeć lub wziąć je do ręki, aby przenieść się wstecz – do dni, których dziś już nie ma, ale pozostają obecne w strukturze tych rzeczy. Gdy patrzymy na stary przedmiot, pojawia się most – między przeszłością a teraźniejszością. Nasze „ja” tworzy się przez historię, a przedmioty pozwalają ją nosić przy sobie. Przypominają, kim byliśmy i kim jesteśmy teraz. To namacalne ślady, które kształtują nasze poczucie ciągłości. Bywa, że zapominamy konkretne daty, ale nigdy nie zapominamy zapachu perfum, czy smaku herbaty – jak słynna magdalenka Prousta, zabierająca go do utraconej krainy dzieciństwa. Dla przyszłych pokoleń przedmiot staje się testamentem – dowodem na to, że ktoś istniał, kochał, śnił, budował swoje życie. A gdy właściciel odchodzi, przedmioty nie znikają. One zostają, niosąc wspomnienia, zapisane w każdej rysie i pęknięciu czekając, by ktoś je odnalazł, by móc mu powiedzieć: „Tu byłam. Tu żyłam”. Dlatego tak kochamy muzea, w których dzięki przedmiotom niejako zaglądamy w przeszłość
Widać, że jesteś pasjonatką takich rzeczy…
— Dlatego nie opuściłam dotychczas ani jednego z naszych konstantynowskich targów staroci i z żadnego nie wyszłam z pustymi rękoma, ostatnio kupiłam duże lustro w ozdobnej złotej ramie. Jest piękne samo w sobie i intrygujące przez to, że ktoś inny kiedyś się w nim przeglądał i zostawił tam swoje odbicie – ogromnie mnie to inspiruje.
O czym jeszcze mówią wiersze z ostatniego tomiku?
— Wiersze ułożone są tak, że prowadzą nas od wczesnego marca, przez lato, jesień aż do następnego marca. Czas, choć biegnie w linii prostej, od „kiedyś” ku nieodwołalnemu „jutro”, to równocześnie zatacza kręgi w swym naturalnym rytmie: porach roku, fazach księżyca, Jesteśmy podróżnikami na przecięciu dwóch czasów: pchani do przodu nieskończonym nurtem, a jednocześnie pokrzepiani wiecznym powracaniem natury. Każde urodziny, każdy krok przyśpiesza zegar naszego życia w linii, ale zarazem zatacza koło – powtarzamy cykle, doświadczenia. Linia i cykl splatają się – niosąc tęsknotę za przyszłością i szacunek dla wiecznego powracania. To w ich symbiozie odnajdujemy pełnię: bo życie to nie tylko ciąg kolejnych dni, ale też powtarzalność, która daje poczucie rytmu, przynależności i nadziei, że po każdej zimie znowu nastąpi wiosna. A w starym domu, kiedy odejdą jego właściciele – zamieszkają nowe pokolenia, nowe dzieci oglądające przez okna „wschody słońca malowane na kruchej porcelanie jutra”.
Chyba kwintesencją takiego postrzegania czasu jest wiersz o tulipanach...
— Dokładnie tak – „początek wiosny bywa ruchomy / zwykle przypada / w mglisty październikowy poranek / kiedy klęcząc powierzam ziemi cebulki tulipanów” – wierząc że za pół roku będą cieszyły mnie pięknem swoich kwiatów, więc już jesienią sycę się wizją przyszłej wiosny.
To powiedzmy jeszcze kilka słów o okładce...
— Jednym z moich ulubionych symboli jest „leżąca ósemka nieskończoności”, symetryczny, elegancki, płynny kontur, który zatacza dwa doskonałe oczka, które spotykają się w centralnym punkcie – miejscu styku linii, gdzie spotyka się początek z końcem. W matematyce symbol ten wprowadzony został w 1655 r. przez Johna Wallisa jako znak „∞”. To nie tylko znak liczby bez końca, ale też metaforyczny most między potencjalnym pragnieniem „jeszcze jednego kroku” a poczuciem kontinuum bez granic – to też znak równowagi przeciwieństw. To dzień i noc, światło i cień, żeńskość i męskość – splecione wiecznym węzłem. Figura nieskończoności pojawia się w kulturach jako znak odradzania, przemiany i ciągłości, co współbrzmi z wiodącą tematyką tomiku – linearnością / cyrkularnością czasu.
A co oznacza słowo analemma?
— W książce jest umieszczona definicja tego słowa, ale nie będziemy odkrywać wszystkich kart, myślę, że nie jest trudno znaleźć w sieci informacje na ten temat
To może zrobimy mały konkurs, pięciu pierwszych czytelników, którzy zgłoszą się i odpowiedzą (dodając czy musieli zaglądać do słownika) poprawnie na pytanie co to jest analemma dostaną Twój nowy tomik z autografem?
— Świetna inicjatywa :)
Czekamy na maile: 43bis@post.pl (temat: ANALEMMA) lub telefony pod nr 42 211 43 43.
■ Redaktor naczelny: Bernard Cichosz
■ tel. 603 44 43 43 ■ 43bis@post.pl