W poprzednim numerze „Ex Librisu 43bis” pisaliśmy dużo o Marku Grechucie, zwróciliśmy uwagę na szczególną płytę (Droga za widnokres) w jego dorobku zawierającą wśród 8 piosenek tylko jedną z jego tekstem. Cytowaliśmy wówczas fragmenty niektórych tekstów utrwalonych na tej płycie. Teraz prezentujemy te teksty w całości.
Markowi Grechucie za sprawą nie tylko tej płyty udało się powiększyć grono zwolenników najmłodszej (wówczas) polskiej poezji. Ta poezja pokazywała piękno ukryte w polskim słowie i podnosiła na duchu. Pozwalała wierzyć, że gdzieś w nas błyszczą gwiazdy poezji, i że gdzieś w nas śpią (Grechuta śpiewał: idą) ludzie niezłomni.
Marek Grechuta
JESZCZE POŻYJEMY
Mały jest kraj,
Gdy wszystko wszystkim,
Wydaje się uboższe.
Piękny jest kraj,
Gdy wszystko wszystkim,
Wydaje się najmłodsze.
Ciężki jest kraj,
Gdy wszystko wszystkim,
Wydaje się najprostsze.
Piękny jest kraj,
Gdy wszystko wszystkim,
Wydaje się jeszcze złe.
I dla tych, którzy lubią chleb zdrowy i twardy.
I dla tych, którym szczęście odbiera, zabiera wróg.
I dla tych, którzy noszą zegary w lombardy.
I dla tych, którzy tańczą, gdy inni już padli z nóg.
Jeszcze pożyjecie poeci prawdy,
Jeszcze pożyjecie padając z nóg,
Zobaczycie jeszcze jak inni wstają,
Jakby ich prowadził taki sam Bóg.
(Źródło: www.forbes.pl/)
To za sprawą Marka Grechuty powiększyłem grono zwolenników najmłodszej polskiej poezji. Po wysłuchaniu „Gdziekolwiek” Jana Zycha kupiłem niemal natychmiast tomik tego poety.
Jan Zych
GDZIEKOLWIEK
Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
będą miejsca w książkach i miejsca przy stole,
kasztan kiedy kwitnie lub owoc otwiera,
będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła,
ktoś do drzwi zapuka, pamięć przyniesie
z kwiatem, z godziną, z kolorem,
wciąż będzie początek, bo wszędzie są mosty
prawdziwe jak powietrze, ode mnie do ciebie,
gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie.
(Źródło: z tomu Wybór wierszy,1975)
Ryszard Krynicki w latach 70. oraz 80. związany był z opozycją od 1976 do 1980 był objęty zakazem druku. Jest też autorem słów piosenki „Świat w obłokach”.
Ryszard Krynicki
MOŻE USŁYSZYSZ WOŁANIE O POMOC
Może odnajdziesz w wyludnionym domu
bukiecik włosów na ściętej pościeli
i białą jabłoń kwitnącego szronu
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Okrutne piękno żelaznego świata
oświecać będzie naszych snów podziemia
ziemia zapłonie jak zamierzchła lampa
i nasze ciała będzie w tła przemieniać
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Łagodne piękno współczesnego świata
osłaniać będzie nasze jasne czoła
do starej Ziemi wciąż będziemy wracać
jeżeli nawet tylko cisza nas zawoła
Może usłyszysz wołanie o pomoc
Może usłyszysz wołanie o pomoc
O kruche światło przemiennego świata
o ziemio nasze wspólne ciężkie serce
Jeżeli nawet zabłądzimy w gwiazdach
to tylko twoje serce nas uśmierci
Może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc
I w dobijaniu śmiertelnie raniony
do gwiazd o których żywi nie słyszeli
I w ocaleniu kruchej łzy z ogromu
Może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc
może zdążymy ci jeszcze dopomóc
(Źródło: www.czytam.blox.pl/)
W roku 1972 Leszek Aleksander Moczulski dał Grechucie tomik wierszy Wincentego Fabera, nie sugerując jednak żadnego z utworów. Piosenkarza zafascynował wiersz „Wędrówka". Mnie też, kiedy usłyszałem świetną interpretację piosenkarza.
Leszek Aleksander Moczulski: W „Wędrówce" Marek stworzył prawdziwy poemat. Jest to zarazem najgłębsza poezja i muzyka łatwo wpadająca w ucho. Grechuta wykazał się tu po raz kolejny fenomenalnym wyczuciem słowa poetyckiego. (Wojciech Majewski „Marek Grechuta - portret artysty" Wydawnictwo Znak, Kraków 2006).
Wincenty Faber
WĘDRÓWKA
Brzegi rozejdą się w dół rzeki
zerwane mosty braknie łódki
więc nie dojdziecie na brzeg morza
co będzie brzegiem twej wędrówki
Więc pójdziesz sam zobaczysz w drodze
jak czas powiela ludzkie twarze
będziesz dla ziemi pożądaniem
i dla pocisków drogowskazem
Drogą od myśli do maszyny
drogą od łódki do okrętu
skąd idziesz że nie jesteś pewien
wierności wymyślonych sprzętów
Gdy wchodzisz w las stajesz się drzewem
co w twojej ciszy się rozrosło
a kiedy nurt przemierzasz łódką
wtedy udziela ci się wiosło
Nie znajdziesz obiecanej ziemi
od pól polarnych aż po równik
i tylko czasem będą chwile
że serce tak jak most zadudni
Gdy ptak zawraca ku ścierniskom
niepokój bruzd rozdajesz polom
prześcigniesz ptaka w locie myślą
z zazdrości ptakom jest samolot
Warstwice chmur nad twoją głową
obłoków przeorany błękit
gdy ziemię niepokoisz ziarnem
osiądzie ziemia w bruzdach ręki
Dooraj się i bruzd na twarzy
i jeszcze głębszych bruzd w pamięci
twoja wędrówka będzie odtąd
uśmiechem który wie o śmierci
(Źródło: www.wincenty-faber.pl/)
Tadeusz Nowak
KRAJOBRAZ Z WILGĄ I LUDZIE
W tej okolicy jest zbyt uroczyście
Jaskółki kreślą nad wodami freski
W dzbanie jeziora drzemie chłód niebieski
A usta milczą to, co widzą oczy
Światło szeleści, zmawiają się liście
Na baśń, co lasem jak niedźwiedź się toczy.
Gdzie jest ta miłość chodząca bezkarnie?
W ubiorze błazna, ptaka i anioła
Ona spod ziemi niebieskie latarnie
Tańczącą stopą pod sad nas przywoła
Ludzie wieczorem siedząc pod jabłonią
Będą się modlić i zabijać o nią.
Im się sprzedaje święcone obrazki
I wodą w górze ucisza się w nich
Grają organy i z twarzy im maski
Zrywa idący po przez popiół mnich
A w tedy widać, że święci i oni
Smucą się w cieniu tej samej jabłoni.
Do tych ludzi starczy zejść z pagórka
Zaklaskać w dłonie i wyciągnąć z mroku
Skrzypce gdzie śpiewka stroszy siwe piórka
A staną w tańcu, choć by na obłoku
I przyszło im krzesać oberka
I z piekła wezmą tancerkę jeśli ich urzekła
Tak tu będzie jak bywa po burzy
Kiedy wystarczy ręką trącić gałąź
Aby czuć jeszcze fosfór błyskawicy
Tego obrazu flet już nie powtórzy
Przed nami stoi miska soczewicy
Bo się ci ludzie urodzili w tańcu
I tylko czasem poprzez skrzydła brzenic
Chodzą się modlić do gwiazd na różańcu
Albo oparci plecami o sad
Szukają w sobie kocią trwogą źrenic
Ziemi, przez, który biegnie mirry ślad.
W tedy się nagle mój kraj komuś przyśni
Z chłopcem pod lasem i z koniem u studni
Spłoszona gałąź ucieknie od liści
Ptak zawoła przez sen leśne echo
Wieczorna zorza odchodząc zadudni
I nocne gniazdo uwije pod strzechą.
Pogasły lampy, tylko noc majowa
Uczy się pieśni miłosnych na flecie
Urywa, słucha i znowu od nowa
Flet nawołuje z drzemiących osiczyn
Rzekę, o której tylko tyle wiecie
Że jest z zieleni i mówi o niczym.
(Źródło: www. teksty.org/)
Zapewne nie każdy sięgnie po wiersze Ewy Lipskiej. Być może niektórym jej wiersze wydadzą się zbyt lapidarne. Ale, jak powiedziała sama poetka w wywiadzie udzielonym Katarzynie Janowskiej na łamach „Polityki”, "...przecież poezja nie powinna za dużo mówić. Wystarczy, że wysyła sygnały. Oczywiście nie do każdego czytelnika. Ale ja nie chcę pisać dla każdego czytelnika. Ja piszę tylko dla wybranych". (Halina Stróżyńska, www.profesor.pl/)
Ewa Lipska
PEWNOŚĆ
Był już taki egzamin z historii
kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali.
I został po nich uroczysty cmentarz.
Nie ma pewności że to był egzamin.
Nie ma pewności że wszyscy oblali.
Jest pewność że został po nich uroczysty cmentarz.
Była już taka miłość.
Ale nie ma pewności że to była nasza.
Byli już tacy ludzie.
Ale nie ma pewności że to byliśmy my.
Były już takie latające pteranodony.
Ale nie ma pewności że to za naszych czasów.
Był już taki język.
Ale nie ma pewności że nim mówiliśmy.
Było już takie milczenie.
Ale nie ma pewności że to pomiędzy nami.
Był już koniec świata.
Ale nie ma pewności że to naszego świata.
I został po nim uroczysty cmentarz.
Jest pewność że został po nim uroczysty cmentarz.
(Źródło: www.czytam.blox.pl/)
To o Ryszardzie Milczewskim-Bruno Edward Stachura pisał i śpiewał do muzyki Jerzego Satanowskiego:
Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu nie jeden już zginął
Nie jeden zginął już kwiat!
Ryszard Milczewski-Bruno
GDZIEŚ W NAS
Gdzieś w nas błyszczą gwiazdy poezji
Gdzieś w nas niosą krzyże Polonii
Gdzieś w nas kwilą buty północy
Gdzieś w nas kłują włócznie cmentarzy
Gdzieś w nas mącą kaci w strumieniach
Gdzieś w nas piszą donosy na życie
Gdzieś w nas pieją prawdy na rusztach
Gdzieś w nas płaczą baby niesyte
Gdzieś w nas stroją namioty cyrkowcy
Gdzieś w nas płoszą dzieci jaskółki
Gdzieś w nas pieją prawdy na rusztach
Gdzieś w nas płaczą baby niesyte
Gdzieś w nas stroją namioty cyrku
Gdzieś w nas płoszą dzieci jaskółki
Gdzieś w nas grają karty płomieni
Gdzieś w nas czują zwierzęta człowieka
Gdzieś w nas tańczą stróżów strachy
Gdzieś w nas jadą bogowie wolni
Gdzieś w nas piją wodzowie klęski
Gdzieś w nas śpią ludzie niezłomni.
(Źródło: z tomu „Podwójna należność", 1972)
Na zakończenie Tadeusz Śliwiak, ale najpierw cytat spoza „Drogi za widnokres” (fragment jego wiersza TA NASZA MŁODOŚĆ znanego z programów Piwnicy pod Baranami):
Ta nasza młodość z kości i krwi
Ta nasza młodość co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest potem drugą
Ta nasza młodość ten szczęsny czas
Ta para skrzydeł zwiniętych w nas
Tadeusz Śliwiak
DROGA ZA WIDNOKRES
Nie na tym niebie, a i gwiazda nie ta,
Weszła mi w szkodę, poraziła oczy.
Wół stąpa ciężko, toczy się kareta.
Patrzeć, a droga w gęsty las się mroczy.
W moim lesie, na moim południu,
Wrzosy chodzą po rudych pagórkach.
I już drzewa jesienią się trudnią
Wiatr się stroi w ich opadłe piórka.
U kapelusza powisają dzwonki,
Aby okłamać skromność wesołością.
Jakby żałobę pisać krojem czcionki,
Co na wesele przyszła spraszać gości.
Gdzie jest ten kamień, za który nie sięga,
Kolców i pokrzyw rozległy widnokres?
Gdzie trochę ciepła, co u stóp przyklęka
I rękawice osuszy mi mokre?
W moim lesie wygasły już światła,
Noc już w coraz większym płaszczu chodzi.
Z boku kropli, ostatniej co spadła,
Zimy biała gwiazda się urodzi.
U kapelusza powisają dzwonki,
Aby okłamać skromność wesołością.
Jakby żałobę pisać krojem czcionki,
Co na wesele przyszła spraszać gości.
W moim lesie białe ognie płoną,
Rosną skrzydła śniegowej zawiei.
W moim lesie świt cały ze szronu,
W moim lesie jednak zima dmie.
(Źródło: www.malowane-wierszem.blogspot.com/)
Muzyka Marka Grechuty - napisana do wierszy, utrwalonych na płycie „Droga za widnokres” - zgodnie z jego zamiarem dała możliwość innego niż zazwyczaj odczytania poezji. Tak było wtedy i trwa to do dzisiaj, już przez ponad pół wieku.
Bernard Cichosz
■ Redaktor naczelny: Bernard Cichosz
■ tel. 603 44 43 43 ■ 43bis@post.pl